niedziela, 11 września 2016

3 stary 1 podium i 2 życiówki... A to wszystko w 2 tygodnie :x

Kilka zdań zamiast wstępu...

Na początku chciałbym przeprosić, za moją bierną postawę jeśli chodzi o umieszczanie postów na bloga, zdaję sobie sprawę, że tłumaczenia tego faktem większej koncentracji na profilu Abc Biegacza (Facebook) to kiepski powód. Więc może spróbuję wytłumaczyć się tym, że to był dla mnie bardzo zwariowany czas który można sprowadzić do kilku elementów które były powtarzane na okrągło PRACA-DOM-RODZINA-TRENING. Dodatkowo wiadomo jak to w wakacje okres urlopowy, ja co prawda nie miałem urlopu bo wykorzystałem go zaraz po urodzeniu swoje córeczki, ale chciałem być fer wobec kolegów i koleżanek z pracy i można powiedzieć, że tych dyżurów troszkę się skumulowało w małym odstępie czasowym, na szczęście powoli wraca wszystko na właściwe tory i tak jak to bywa z serialami i innymi programami w TV - powracają z nowymi emocjami mam nadzieję, że i tak będzie z blogiem, mam w planach kilka zmian które znacznie ułatwią poruszanie się po blogu ale to nie o tym teraz, przejdźmy może do sedna a mianowicie trzech starów które wniosły do mojego świata biegowego wiele, co konkretnie?! Przełamanie! i wiarę we własne możliwości :)



I BIEG PRZEŁAJOWY O PUCHAR WÓJTA GMINY SADLINKI 20.08.2016

Z tym biegiem była wielka niewiadoma tzn do ostatniej chwili nie wiedziałem, że w nim wystartuje ;p Przeważyło o tym fakt, że bieg został zorganizowany przez klub w którym obecnie biegam i na chwilę obecną żadnej zmiany nie przewiduję (to tak dla ciekawskich ;p). Jak to się stało, że nie wiedziałem o biegu organizowanym rzez mój klub? tak jak wcześniej pisałem był to okres w którym miałem większą ilość dyżurów i nie ogarniałem innych spraw he he.
Później myślałem, że będą to tylko biegi dla dzieci, jednak praktycznie na ostatnią chwilę udało mi się zapisać, gdyż miejsc było tylko 100 a lista zawodników uzupełniła się bardzo szybko.
Co to był za bieg? Powiem, że sama organizacja przebiegła bardzo dobrze jak na pierwszy raz oczywiście chciałbym wypowiedzieć się obiektywnie mimo jako członek klubu Traktor Team Gmina Kwidzyn przez który bieg był organizowany. Według mnie zacznę może od minusów bo jest ich miej ;p Na przyszłość będziemy wiedzieć o rozstawieniu śmietników na całym terenie przebywania przez biegaczy bo z tym był problem zwłaszcza po zjedzonym posiłku regeneracyjnym, oraz o lepszym nagłośnieniu podczas imprezy, wiadomo każdy widział coś innego mi tylko to rzuciło się w oczy. Co do plusów widzianych moimi oczyma, to przede wszystkim jednym wielkim plusem była (jest) Pani Kasia prezes klubu Traktor która włożyła sporo nerwów i serce aby bieg wyglądał tak jak wyglądała, kolejny plus to dla wiceprezesa Tomka za świetne komentowanie imprezy (ma do tego talent chłopak), jak już jesteśmy przy organizatorach to wszyscy zasługują na pochwałę.
Jeśli chodzi o trasę to może wielu z uczestników się zdziwiło, że bieg na 5km miał 5km może ktoś pomyśli masło maślane ale sami wiecie jak to jest z kilometrażem na trasie jednak tutaj bardzo dokładnie czuwał nad tym Piotr który wymierzył trasę zarówno na zegarku Polar porównał z Garminem oraz opierając się na Endomono. Co pozwoliło osiągnąć minimalną różnicę w dystansie mi na mecie wyszło 5km 40 metrów więc szacun :)
Co do tras to start był uplasował się w szkole w Sadlinkach i również tam była meta. Trasa wiodła przez leśne utwardzane drogi ale nie zabrakło na niej też kocich łbów (czy jak to się mówi ;p chodzi o kostkę) a także małego odcinak po asfalcie. Osoby które biegły mogą potwierdzić (i pewnie wielu osób to zmyliło), że mimo dróg płaskich jak stół w okolicach Sadlinek w tym przypadku pierwsze 2,5 kilometra to podbieg a ostatnie 300m podbiegu dało ostro we znaki na szczęście na szczycie góry był nawrót który pozwolił się na nowo rozpędzić :)  Czas z jakim przekroczyłem metę to 19:11 co pozwoliło mi to zająć 6 miejsce w kat. open oraz 1 w kat.M30 :) :) :)
Bieg uważam do bardzo udanych wiem, że za rok jak będzie taka możliwość to też w nim pobiegnę i ponad 2km podbieg mnie nie odstrasza ;) Fajna kameralna impreza którą warto dopisać do własnej listy ulubionych biegów ;) Może za rok Pani Wójtowa zezwoli na większą ilość osób było by super. Zapomniałem napisać najważniejszego bieg był darmowo :) W dodatku po biegu była loteria na której były całkiem sensowne fanty i ich ilość pewnie zagięła by nie jedną większą imprezę ;p



Jak szaleć to na całego dzień po biegu na 5km crossu pojechałem sprawdzić się na asfalcie podczas III DYCHY NAD WISŁĄ 

Dokładnie tak jak w opisie nie ma w tym żartu ;) Naładowany pozytywną energią która płynęła ze zdobycia !miejsca w kat. wiekowej + buzujące endorfiny skierowały mnie do pięknego miasta Tczew. 
W ten dzień z prognoz pogody miało być pochmurnie z przelotnym deszczem czyli idealna pogoda na życiówkę ;) nogi jeszcze troszkę spięte po "wczorajszym starcie" ale endorfiny które pulsowały we krwi dawały zastrzyk energii. Na zawody pojechaliśmy w dość silnym składzie (według mnie mógłbym pokusić się o stwierdzenie że pojechała naprawdę mocna ekipa, oczywiście bez urażania innych ale jak to sami w klubie wiedzą jesteśmy biegowymi świrami) i wiadomo było, że będzie walka do ostatniego metra :) Uwielbiam ten stan zdrowej rywalizacji za co Wam dziękuję, mowa o Leszku i Andrzeju ;) Razem się motywujemy a na poszczególnych zawodach wyprzedzamy się wzajemnie,i to jest w tym sporcie piękne, że nie ma w nas nienawiści złożeczenia czy zazdrości potrafimy cieszyć się z sukcesów kolegów, ale oczywiście w sercu mamy duszę wojownika i każdy z Nas wie, że na następnych zawodach zrobić wszystko byle wyprzedzić tego, przez którego było się wyprzedzonym.
Te zawody zarówno mnie ucieszyły jak i zdołowały ;/ uczucia mieszane ale ciekawe doświadczenie.
Podczas startu oczywiście prognozy pogody się nie sprawdziły i już z chwilą odbierania pakietów zaczął lać deszcz, nie wspominając już o tym, że z chwilą wystrzału startera zaczęło lać jeszcze mocniej, ale sam deszcz nie przeszkadzał mi tyle co "głupie osły" bo inaczej ich nie nazwę, przepraszam za wyrażenie ale to coś co mnie najbardziej denerwuje. Mowa tu o ludziach którzy w życiu nie przebiegli 10km poniżej godziny a ustawiają się na linii startu ;/ masakra pytam po co ?! co im to daje?! chyba jarają się tym, że blokują kogoś kto w tym momencie chciałby sprawdzić się podczas biegu do którego przygotowywał się kilka miesięcy, pamiętam jak ja pojechałem na pierwsze zawody biegałem w granicach 55min ustawiłem się na czas 1h. Nie blokowałem nikogo, nikt nie blokował mnie a dodatkowo nie musiałem na początku narzucać morderczego tempa. Ok bo nie o tym to wpis ;p
Trasa była naprawdę szybka mimo kilku podbiegów i ostrych zakrętów dodatkowo utrudniał deszcz który miejscami z asfaltu robił lodowisko ;/ mimo to moja średnia biegu TERAZ UWAŻAJCIE ;) WYSZŁA 3:47KM/MIN !!!!!!!!!! Masakr jakaś ?! sam w to nie wierzę, szkoda tylko że trasa była skrócona do 9,5km bo była by fajna życiówka ;p Ale powiem Wam, że jak przekraczałem metę i spojrzałem na zegar to aż się wystraszyłem 35:27 grubo ;p


 
Generalna próba przed maratonem czyli... Start w 26 Półmaraton Philips Piła

Skłamał bym jak bym napisał, że pojechałem na ten bieg "na zaliczenie" wiedziałem, że od samego początku poprzeczka będzie zawieszona bardzo wysoko, może dla tego już parę dni szybciej chodziłem z miejsca na miejsce przy czym nie mogłem się skupić, masakra dawno nie miałem takiego stanu zarówno podniecenie i chęć wystartowania mieszała się z każdą chwilą bardziej ze strachem głupimi myślami, że nie dam rady itp itd. Sam sobie zawiesiłem poprzeczkę wysoko, postanowiłem złamać dla wielu biegaczy "magiczną" barierę 1h30min co prawda na treningu udało mi się zrobić czas 1:28:30 ale to po bieżni na stadionie ;p czyli po płaskim he he więc wyjazd do Piły był jedną wielką niewiadomą.
W ponad 200km wyprawę wybrałem się z koleżanką z klubu która podobnie jak ja pojechała walczyć o życiówkę ;) podczas drogi może nie było za dużo rozmów bo chyba za bardzo koncentrowaliśmy się na biegu, mimo to droga przebiegła sprawnie i bezpiecznie.
Gdy dojechaliśmy na miejsce mieliśmy mały problem z zaparkowaniem auta, więc po odbiór pakietów musieliśmy przejść spory kawałek, dodatkowo (jak dla mnie) utrudnieniem był fakt, że biuro zawodów (wydawanie pakietów) i depozyt były w dwóch różnych miejscach, co spowodowało to dłuższym spacerem ;p
Wszystko wyliczyliśmy sobie praktycznie na styk, tak więc po odebraniu pakietów przebraniu się mieliśmy raptem 30 min na przeprowadzeni rozgrzewki i ustawienie się w odpowiedniej strefie startowej. Jeszcze przed startem udało mi się spotkać z dwoma "czytelnikami" fajnie było Was chłopacy w końcu poznać na żywo (gratulacje z biegu bo naprawdę dobre czasy).
I w pewnym momencie słyszę, że zaczynają odliczać do wystrzały ciarki przeszły mi po plecach i prawie się os*ałem ze strachu mówię sobie nie dam rady to za długi dystans ;/ O co chodzi? dzień przed startem rozmawiałem z trenerem który powiedział mi, że mam zacząć spokojnie 4:05/km i tak po pierwszych metrach dotarło do mnie ile to jest tak naprawdę ;p więc nogi zrobiły się jak z waty, żeby za długo nad tym nie myśleć podkręciłem mp3 praktycznie na maxa akurat leciał kawałek (dość stary, ale z mojej młodości) WWO Damy Radę i jakoś napędziło mnie to ;) w mojej głowie włączył się tryb bieganie reszta nie istniała i tak po pierwszym km patrzę na zegarek i załamka ;/ 3:45 myślę sobie no to dupa za szybko zaraz spuchnę ;/ kolejny km znowu w okolicach 3:48/km mówię muszę zwolnić bo to mnie zabije mówię kurcze toć to nie bieg na 10km tylko ponad 20 :p starałem się zwalniać ale nogi leciały jak szalone dodatkowo muza napędzała i tak 10km przekroczyłem z czasem 39min31s wtedy zacząłem się bać i zastanawiać czy dotrzymam takie tempo?! Zawiecha nad tym tym trwała dobre 5km he he i gdy zobaczyłem że przebiegłem 15 km poniżej godziny wiedziałem już, że nie ma co się zastanawiać tylko trzeba to utrzymać walka miała trwać jeszcze 6km więc zacisnąłem zęby co widać na fotce i mówię do to jazda będzie ogień :) I tak było kilometr po kilometrze czułem, że słabnę ;/ co prawda tępo utrzymywało się w granicach 4:00/km ale dopadł mnie jakiś strach, że nie dam rady myśli kumulowały się w głowie i chyba w tym momencie za dużo myślałem, że coś może nie wyjdzie  tak itp itd i wtedy spojrzałem na zegarek 19 km pokonałem z prędkością 4:20/km mówię sobie nie nie ma takiej opcji prędzej padnę jak mam zwolnić i tak się stało 20 km w granicach 4:00/km a ostatnie kilometry do odcinki linię mety przekraczałem w tępię 3:20/km (szoooooooooooooookkk) ale mój kolega Rafał może to potwierdzić, że na mecie jakby ktoś zapytał się jak mam na imię pewnie bym
mu nie odpowiedział ;p
Czy warto było biec do przysłowiowej odcinki?! Sami oceńcie ;p Czas na mecie 1h24min59s Ogień :)
Powiem szczerze, że nawet mi się to nie marzyło żeby przebiec połówkę w takim czasie, dodatkowo cieszy mnie bardziej fakt, że wynik zrobiłem na trasie atestowanej czyli od tego dnia taki oto wynik wpisuję w swoje biegowe CV ;)
Podjarany tym faktem z upragnieniem czekam na swój drugi maraton po raz kolejny w Warszawie cel ?! poprawić swoją życiówkę która wynosi 3:30:07 jak nic się nie wydarzy to czysta formalność, ale nie zapominajcie, że maraton rządzi się własnymi prawami ;)
Ps. Chciałbym podziękować Wszystkim tym, którzy podczas biegu przybili pionę oraz na mecie rozmawiałem z wieloma biegaczami którzy śledzą moje wypociny ;) Jeszcze raz dzięi za miłe słowa cenne uwagi i do zobaczenia na kolejnych zawodach ;)
 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz