Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawody. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lipca 2017

I Bieg Plebiscytowy w Janowie k/Kwidzyna

 Zamiast wstępu ;) 

 

Na samym początku chciałbym złożyć podziękowania dla całego klubu a zwłaszcza Pani prezes Traktor Team Gmina Kwidzyn za zorganizowanie, poświęcenie i wyrozumiałość dla uczestników biegu. I Bieg Plebiscytowy był trzecim biegiem zorganizowanym przez w/w klub i muszę przyznać, że choć zmieniłem barwy klubowe (tzn na obecną chwilę jestem niezależny ;p) to mam ogromny szacunek i sympatyzuje Traktorom ;) Brawo Wy stanęliście na wysokości zadania, i tym bardziej się cieszę, że mogłem "...pozostawić swój ślad w Janowie ;p... A, że bieg wyszedł mi naprawdę dobrze , cieszy to jeszcze bardziej ;) Ale o tym za chwilę...


Trasa biegu...

 

Piękne malownicze tereny to chyba jeden z największych atutów owego terenu, dla Nas osób biegających cieszy tym bardziej, że trasa była praktycznie płaska poza jednym nie groźnym podbiegiem na wał. I tu na chwilę się zatrzymam, żeby nie było za kolorowo mi i kilku moim znajomym sprawił sporo trudności bieg po wale z tego względu, że była ścinana trawa która utrudniał przyczepność zwłaszcza w butach startowych ;) Jednak mimo to trasę uważam, za naprawdę szybką tym bardziej że liczyła ona ok 10,6km jednak przy tak pięknych widokach jakoś nikt nie zwracał na to uwagi ;) No dobra ja nie zwracałem uwagi.
Trasa dobrze oznakowana, podziękowania również dla Strażaków ochotników którzy okazali się bardzo pomocni podczas trasy zwłaszcza przy ostrych zakrętach, czuwali nad tym, żeby się nikt nie zgubił :)
Przez cały bieg starałem trzymać się czołówki, niestety na wale mi troszkę uciekli no może więcej niż troszkę he he ale jestem z siebie zadowolony :) Bo to pierwsze szybsze zawody po kontuzji...

Może bez życiówki ale za to z pudłem ;)

 

Czas z jakim udało mi się zameldować na mecie to 42:12 a 10-ty kilometr przekroczyłem z czasem 39:47 biorąc pod uwagę dość spory odcinek po wale tym bardziej jestem z siebie zadowolony :) Na ostatnich metrach pomagał mi mój biegowy (od niedawna rowerowy) kompan Leszek ;) Pogoda dopisywała w trakcie biegu choć słońce na otwartej przestrzeni troszkę mogło przeszkadzać, ale nie ma się co spinać nie był to bieg na bicie własnych rekordów życiowych tylko ba dobrą zabawę która miała też sprawdzić formę która po kontuzji była słaba nawet bardzo...
Czas jak uzyskałem z biegu pozwolił mi być 8/118 pozycji w kat open a w kat wiekowej byłem 2 :)
Bardzo mnie to ucieszyło i dodało wiary w szybsze bieganie, dodało mi skrzydeł ale rozum nauczony kontuzjami szybko sprowadził do parteru i dalej, utrzymuję zasadę wolno na treningach szybko na zawodach ;) 
Ps. Mam nadzieję, że za rok tez będę mógł cieszyc się uczestnictwem w tak fajnym biegu zwłaszcza, że odbywa się praktycznie na własnym podwórku ;)
Do zobaczenia za rok...

poniedziałek, 9 stycznia 2017

To był bardzo dobry sezon...

Podsumowanie sezonu 2016...

 

Często zastanawiałem się (może też tak masz), czy to co robię ma sens?!
Co prawda zauważałem jakiś progres w swoich treningach, czy zapisywałem w notatniku coraz lepsze czasy z zawodów, jednak tak jak każdy i nie tylko biegacz, ale też cyklista, piłkarz czy jakikolwiek inny sportowiec, ba mało tego nawet nie trzeba być sportowcem żeby dopatrzeć się u siebie chęci rozwoju, doskonalenia mówiąc tak czysto po ludzku, chęć bycia lepszym.
Zastanawiałem się, co mogę zrobić lepiej, albo co robię źle, że zatrzymałem się w miejscu. Sezon 2016 to pełny rok w którym poza wspaniałym wsparciem jakie dostaję z klubu Traktor Team Gmina Kwidzyn mogłem też liczyć na profesjonalnie przygotowanie trenerskie dzięki trenerowi Pszczółkowski Team. Może wielokrotnie wyzywałem Go w myślach, że jest głupi, że to nic nie daje, nawet zastanawiałem się czy ma to jakiś sens te całe trenowanie. Jednak jak to mówi pewna sentencja, że z trenerem nie zawsze trzeba się zgadzać itp itd trenera po prostu trzeba słuchać, i w tym sezonie tak też się stało, przestałem zadawać zbędne pytania, czy dokładać sobie kilometry na treningach co z tego wyszło ?! Dowiesz się w dalszym tekście ;)

Poprawa rekordów życiowych na każdym dystansie ;o

 

Tak to prawda, przez ciężkie treningi setki wybieganych kilometrów (w 2016 roku mój przebieg to 3400km), ogromnej ilości wyrzeczeń udało się poprawić dotychczasowe rekordy, pisząc ten post, aż sam nie mogę uwierzyć w to jak ciężka praca i solidnie przepracowana zima zaowocowała. Powiem tylko, że marzyłem o takich czasach jak: maraton ok 3h`5min, połówka poniżej 1h30min no i złamać 40 min na 10km. udało się i to ze sporym zapasem, ale o tym dalej.
Nie było by tego gdyby nie wsparcie mojej żony a przede wszystkim Jej akceptacji, na treningi tym bardziej, że od 13 kwietnia zostałem tatą i siłą rzeczy doszło sporo nowych obowiązków, mimo to zawsze mogłem wyskoczyć nawet na dłuższe wybieganko ;) Dzięki Aga :*
Nie było by też tych rekordów gdyby nie wsparcie klubu a w szczególności kilku osób które czasami w bardzo konkretny sposób potrafiły mi uświadomić, że mam skończyć marudzić i zapier... podziękowania dla Kasi, Leszka, Kacpra, Mateusza, Pawła - zawsze we mnie wierzyli, no czasem ich wyobrażenia różniły się od rzeczywistości ale mam nadzieję że dużej różnicy nie było ;p
Sporo w tym wszystkim odegrała też dieta, dzięki której nie dość, ze zjechałem ok 5kg to miałem jeszcze pełno energii na pokonywanie kolejnych kilometrów w szczególności podziękowania dla dietetyków od Trizer, jak i od całej firmy za otrzymane suplementy naprawdę robią cuda (Więcej o Trizer - będę jeszcze pisał).
Chciałbym też w tym miejscu podziękować wszystkim firmą które wspierały mnie swoimi produktami, duże podziękowania dla firmy SKECHERS od której otrzymałem już łącznie chyba z 5 par butów, to duże wsparcie zwłaszcza, że przy takim kilometrażu byty zmieniam praktycznie co prę miesięcy ;p
Ale może wróćmy do konkretów, bo zaraz zrobi się jakaś telenowela i będę tak pisał i pisał ;p Zanim podam uzyskane rezultaty z tego sezonu chciałbym przytoczyć to co mawia mój trener... "Ból przeminie sukces zostanie" Więc tak też zrobiłem na końcówce maratonu (widać na fotce)


Moje małe wielkie rekordy:
5km - 18:56
10km - 37:20
Półmaraton - 1:24:59
Maraton 3:02:04 

Nie samymi życiówkami biegacz żyje...

 

Tak to fakt, nie samymi życiówkami biegacz żyje (przynajmniej ja), w mojej głowie pojawiło się małe światełko w tunelu które oświetlało podium, zacząłem sobie marzyć z biegu na bieg z zawodów na zawody coraz lepsze czasy i coraz częściej najgorsze miejsce jakie można sobie wymyślić 4!!!
Jednak przełamanie stało się na zawodach na których praktycznie nie miało mnie być he he ;)
I bieg Papieski w Pelplinie "rozdziewiczył" moje wejścia na podium ;)


3 miejsce w kat. wiek. Pelplin 5.06.2016


1 miejsce kat. wiek. Sadlinki 20.08.2016


2 miejsce open Grudziądz 17.09.2016



3 miejsce open Pruszcz Gdański 12.11.2016

wtorek, 15 listopada 2016

Bieg Niepodległości Pruszcz Gdański 12.11.2016

Parę słów zamiast wstępu...

 

Z Biegiem Niepodległości mam miłe wspomnienia, może nie tyle obecnym biegiem co w ogóle Biegiem z tej okazji, dlaczego?! Mianowicie 3 lata temu 11.11.2013 wystartowałem po raz pierwszy w swoich zawodach na dystansie 10km, z perspektywy czasu zmienił się praktycznie wszystko przez te 3 lata ;) Zarówno wizualnie (waga 90kg) jak i mentalnie (silna psychika i wola walki). He he pamiętam jak dziś swój pierwszy start, zero pojęcia o bieganiu (teraz to zabawne, jak przypomnę sobie jak się ubrałem na swój pierwszy start ;p po pierwszym km myślałem, że się utopie od własnego potu tyle miałem warstw ubrań na sobie ;p).
Ale to nie wpis o porównaniu przeszłości do teraźniejszości, po prostu chciałem nawiązać do tego, że bieg z tej okazji związany jest z moimi początkami startów w oficjalnych zawodach. Dodam tylko, że pierwsze zawody ukończyłem z czasem 54 minut i byłem mega szczęśliwy :)


Dlaczego typ padł akurat na ten bieg ?!

 

Powiem szczerze, wiedziałem, że Bieg Niepodległości będzie biegiem którym zakończę jakże udany sezon 2016 (ale to temat na osobny wpis). Na początku zastanawiałem się nad biegiem w Gdyni tam gdzie stawiałem swoje pierwsze kroki na zawodach, jednak ostatecznie typ padł na zawody w Pruszczu Gdańskim.
Teraz gdy siedzę przed kompem i próbuje opisać piękną historię związaną s tym biegiem, wiem, że to była dobra decyzja. Mało tego wiem, że za rok też będę chciał tu przyjechać !
Dlaczego?! To świetne miejsce do bicia własnych rekordów, trasa praktycznie płaska jak stół, teren lotniska okazał się strzałem w dziesiątkę. Jedyny minus do trasy do którego mógłbym się przyczepić to fakt, że pewien odcinek (na szczęście nie długi) trasy biegliśmy po trawie z błotem, biegnąc w butach startowych (obecnie nike zoom streak 5 - miałem całą podeszwę w błocie zero bieżnika i jeździłem jak na slikach ;p ale to tylko taki szczegół ;p), znacznie utrudniało to trzymanie tempa.
Poza tym trasa jak marzenie mogę śmiało powiedzieć, że na szybszej trasie chyba nie biegałem.
Co warto podkreślić, jest to bieg dość "kameralny" nie ma tu takiego ścisku jak na dużych biegach, gdzie liczba uczestników sięga kilku tysięcy, dodatkowo pozwoliło to na poprawę swoich rekordów życiowych niezależnie od tego czy biegło się na złamanie 1 godziny 50 czy 40 minut. Dlaczego? Dlatego, że nie było ścisku i biegło się bardzo przyjemnie teren lotniska miał na tyle szeroki pas że z łatwością można było wymijać i być wyminiętym przez innych biegaczy.


Ciężka praca popłaca...

 

Tak jak wspominałem, to był mój ostatni bieg w sezonie, chciałem go zakończyć z przytupem ;) I tak się stało :)
Dzień przed biegiem rozmawiałem sporo z trenerem, który dał dobre wsparcie psychiczne i sporo motywacji. Wspólnymi siłami ustaliliśmy, że to będzie moje 30-ci parę minut ;) Czyli bieg do odcinki... i tak się stało ;) W planach nie ukrywam była mowa o łamaniu 37 minut, wiem dla niektórych to kosmos ale powiem szczerze, że na początku tego sezonu też bym walnął przysłowiowego karpia jak by mi ktoś powiedział, że złamie 40 minut, no może, że złamie 40-stkę to spoko ale w życiu nie pomyślałem, że będzie to poniżej 39 ;)
Plan był ambitny zacząć w tempie 3:40 !!! ha ha już troszkę mnie znacie i gdybym nie wyrwał szybciej nie był bym sobą pierwszy kilometr tempo 3:32 czuję w nogach gaz więc lecę dalej i tak trzymałem tempo w granicach 3:35min/km mówię sobie trasa przyjemna płaska dobrze się biegnie, aż tu nagle ciach wbiegamy na trawę moje buty kompletnie jeżdżą zero przyczepności zwalniam do 4:00/km i co i dalej się ślizgam ;/ dodatkowo miejscami małe błotko spowodowało oklejenie moje i tak cienkiej i płaskiej podeszwy i zanim błoto odpadło i na nowo rozpędziłem się do tempo 3:35-3:40/km troszkę czasu minęło ;/ dodam tylko, że bieg składał się z dwóch pętli więc ten temat przerabiałem dwukrotnie ;p Pomijając ten epizod ze śliską trawą, i tak trasa jest mega szybka, i wręcz zachęca do szybszego biegu. Dodatkowo nie wiem, czy organizatorowi się to udało czy naprawdę rzetelnie odmierzył trasę ale na zegarku Garmin 630 trasa miała długość 9,99km czyli wręcz idealnie, co jest dodatkowym atutem.
Na tak szybkiej trasie udało mi się utrzymać średnie tempo 3:44/km co w rezultacie dało mi czas 37:20 na 10 km i jest to mój oficjalny rekord życiowy na tym dystansie. Czas jaki uzyskałem pozwolił na to aby zająć 3 miejsce w kategorii open :) Więc na zakończenie sezonu udało stanąć się na pudle :)
Chciałbym tylko na koniec powiedzieć, że złamanie 37 min było w zasięgu ręki, może gdyby nie ta trawa ;p Jednak przyznaje się biegłem do odcinki i na chwilę obecną szybciej już bym nie pobiegł ;) Pamiętajcie na zawodach albo 100% albo wcale ;)






czwartek, 20 października 2016

I Bieg Traktora 1.10.2016

I Bieg Traktora 

Nowy Dwór 1.10.2016...

 

Można by rzec, że bieg był już dłuższy czas temu, ale utkwił mi w pamięci jak żaden inny no może maraton daje się jeszcze we znaki bo sprawa jeszcze świeża he he ;)
Mimo, że I Bieg Traktora odbywał się zaledwie 6 dni po maratonie i tak wiedziałem, że w nim pobiegnę, założenie było ustalone jeszcze przed maratonem, kwestią pozostawało z jakim skutkiem go przebiegnę. Jak się jednak okazało nie miałem się czego wstydzić i mimo ostrej walki o cenne sekundy podczas maratonu bieg w Nowym Dworze ukończyłem poniżej 40 min ;)

Kwestie organizacyjne...

 

Jak się okazało zorganizowanie biegu nie jest takie proste jakby się wydawało ;/ mimo że na początku były ustalenia i zapewnienia że trasa będzie biegła przez płaskie drogi asfaltowe, a co się okazało, że wyszedł z niej całkiem przyzwoity bieg przełajowy...
Ta sytuacja pokazała że w życiu nie można być niczego pewnym, ale druga strona medalu pokazała prawdziwe oblicze mojej Pani Prezes Kasi i w tym miejscu che jej podziękować, bo mimo rzucanych kłód pod nogi nie poddała się i zorganizował bieg, wszystko może pod koniec nabierało bardzo szybkiego tępa ale dzięki zaangażowaniu wielu osób udało się wyznaczyć nową trasę. W tym miejscu chciałbym podziękować też Bartkowi który wspiera swoją żonę (naszą Prezes) i zawsze można liczyć na jego pomoc :) Dzięki Bartek!
Nowym doświadczeniem jakie zdobyłem to siedzenie w biurze zawodów, ale dało to do myślenia i obiecuję, że już więcej nie będę narzekać na jakiś zawodach, że coś wolno idzie itp
Teraz wiem ile nerwów to kosztuje żeby wszystko sprawnie szło ;)
Co do organizacji możemy się poszczycić, że jako pierwsi mieliśmy nietypowy środek lokomocji który prowadził bieg ;) Jak to mówią nazwa o czegoś zobowiązuje ;)

Trasa biegu...

 

Bieg rozpoczynał się spod szkoły podstawowej w Nowym Dworze trasa wiodła przez pobliskie pola które przebiegały wzdłuż wału przy rzece Wisła. Bieg po polach okazał się przygodą gdzie podczas biegania mogliśmy podziwiać piękne widoki, jednak po 5 km ukazał się nam podbieg ;) Wał przy którym biegliśmy fajnie wyglądał jednak nikt nie domyślał się, że będzie trzeba na niego wbiec, ale jak się okazało nie diabeł taki straszny jak go piszą. Po dość stromym podbiegu od razu był zbieg na którym można było wyrównać tętno i uspokoić oddech.
Na uczestników biegu czekał jeszcze jedne podbieg który miał swoje miejsce na ok 8km po nim wbiegaliśmy na asfalt i z delikatnej górki i po płaskim asfalcie wbiegaliśmy na teren szkoły gdzie usytuowana była meta :)
Co mogę powiedzieć o biegu? Była to dość wymagająca trasa ale bez przesady z opinii wielu znajomych wszystkim się podobała dana trasa padło na niej wiele życiówek i osobistych "przełamań", gdyby nie maraton który przebiegłem 6 dni wcześniej myślę, że czas byłby jeszcze lepszy ale moje 39:33 też wypadło całkiem nieźle :)
Warto też napomknąć o tym, że podczas biegu był punkt nawadniania, obstawa medyczna a trasa bardzo dobrze oznaczona i naprawdę trzeba by się było bardzo starać żeby się na niej zgubić. Za oznaczeni trasy bardzo dziękuję ekipie z Traktora (Leszek, Tomek, Bartek, Piotr i wielu innych), niestety nie mogłem pomóc bo byłem w pracy ;/

Uczta po Biegu...

 

Tak dokładnie uczta, biesiada czy jak to nazwać ;)
Uwierzcie mi, a osoby które były na biegu mogą to tylko potwierdzić. Przez 3 lata byłem ok 35 razy uczestnikiem zawodów w różnych miastach, wioskach itp i co?! i nigdzie tego kurka nie zastałem, to co przygotowały Panie z kółka gospodyń uczniowie szkół to nie mieści się nikomu.
Wyobraźcie sobie, że w szkole były przygotowane osobne sale w których znajdowały się kawa, herbata oczywiście z ciastem, na innej sali owoce, przekąski, sałatki owocowe itp mało tego były nawet świeżo zrobione soki warzywne i owocowe :) Powiedzmy, że były to przystawki bo główny obiad był już na łonie natury a na talerzu królował makaron z sosem mmmmm dodatkowo dostępne były pyszne kanapki :)
Osoby które przyjechały z dziećmi też się ucieszyły bo ich pociechy miały sporo "roboty" zapewnionej przez Gminny Ośrodek Kultury w Kwidzynie było malowanie portretów, robienie modeli samolotów oraz wiele atrakcji. Przewidziany był również mecz piłki nożnej oraz mecz w unihokeja dodatkowo mogliśmy słuchać występów młodych gwiazd podczas ich występu. Dodatkowo dzięki uprzejmości Banku BGŻ BNP PARIBAS z odz. w Kwidzynie możliwa była loteria fantowa :) :) :)
Biegowi głównemu towarzyszyły biegi dla najmłodszych które cieszyły się sporą popularnością, pochwalę się, że moja 6 miesięczna córeczka też zdobyła swój pierwszy medal mimo, że swoją pierwszą trasę biegu pokonała w wózku :)
Podsumowując I Bieg Traktora, uważam, że wypadł bardzo dobrze, oczywiście znaleźliśmy niedociągnięcia (nie wszystkie były naszą winą) które postaramy się ograniczyć do minimum podczas organizacji kolejnego biegu :)


niedziela, 2 października 2016

38 PZU MARATON WARSZAWSKI

Kilka zdań w ramach wstępu...

 

Do tego biegu przygotowywałem się w dwojaki sposób, dlaczego? Były to przygotowania zarówno fizyczne jak i psychiczne i w przypadku maratonu przydały się bardzo mocno, chodzi tu o nastawienie, nastawienie do walki i ciągłego biegu. O moją psychikę zadbał mój trener który kazał robić mi biegi tempowe na bieżni stadionu, wszystko fajnie tylko jak robiło się tych kółek ok 40 szło się szybko znudzić ale nauczyło to wyłączyć myślenie i po prostu biec, bardzo mi to ułatwiło pokonywanych kilometrów podczas maratonu, powtarzałem sobie w myślach to co na stadionie jeszcze tylko 10 kółek jeszcze tylko 5 itp itd może zamiast kółek były kolejne kilometry, dzięki temu nie doświadczyłem czegoś takiego jak na pierwszy maratonie (Orlen 2015) czyli tzw. ściany ;)
Mi to pomogło czy komuś się to przyda nie wiem nie gwarantuję ale na pewno polecam spróbować.
Dlaczego akurat wybrałem ten maraton z tylu możliwych? zależało mi żeby pierwszą część sezonu pobiegać krutsze dystanse czyli 5 i 10 km na których udało mi się uzyskać nowe życiówki :)
Druga część sezonu miała należeć i skoncentrować się na 2 biegach Półmaraton Philips w Pile i po nim start w maratonie warszawskim. Czemu Warszawskim bo to bieg z piękną historią w końcu to już 38 edycja a do Warszawy mam sentyment :) Poza tym z opowieści innych słyszałem, że jest tam szybka trasa i tak też było, czyli idealne warunki do walki o nową życiówkę. Mój czas z debiutu to 3:30:07, teraz chciałem poprawić swój czas aż o 15 min sporo ale byłem dobrze prowadzony, rzetelnie wykonywałem treningi i trzymałem dietę, po starcie kontrolnym w Pile czułem że z tych 3:15 które planowałem coś jeszcze się urwie ;) Jak wyszło? Przeczytacie w dalszej części wpisu...

 Auta zapakowane więc w drogę, kierunek Warszawa :)

 

Wyjazd do Warszawy był kolejną wspólną imprezą na jaką zameldowaliśmy się jako Traktor Team Gmina Kwidzyn. Bardzo dobrze było nas widać zwłaszcza, że pojechaliśmy do stolicy aż w 12 osób, w tym jedna osoba która reprezentowała barwy Kwidzyn Biega.
Sama droga do Warszawy zleciała dość szybko i iw wesołej atmosferze choć nie ukrywam, że w powietrzy szło wyczuć buzujące endorfiny połączone z nutką paniki i adrenaliny... Dla wielu było to ich pierwszy maraton i powiem szczerze, że sami nie zdawali sobie sprawy co to właściwie jest ten maraton ;p teraz może pisze to z lekkim uśmiechem na twarzy ale zachowywałem się identycznie przed swoim debiutem, te zetknięcie się z czymś nowym owiane było lekko niepewnością.
W drogę wyruszyliśmy ok południa zdecydowaliśmy jechać sobie bocznymi drogami i dzięki temu natrafiliśmy na wielki traktor ze snopków siana ;p oczywiście fotka z flagą musiała być :)
Gdy zbliżaliśmy się do celu umówiliśmy się z resztą załogi, że spotkamy się w miejscu odbioru pakietów a następnie udamy się wszyscy razem do hotelu w którym mieliśmy zarezerwowany nocleg.
Jeśli chodzi o sam odbiór pakietów biuro działało sprawnie i nie było trzeba długo czekać na odebranie pakietu, wszystko było ładnie poukładane i oznakowane. W miejscu odbierania pakietów startowych odbywały się targi expo i tu troszkę się rozczarowałem, bo powiem szczerze, że na wielu imprezach byłem i te były chyba najsłabsze ;/ nic ciekawego praktycznie nie było i sporo stoisk się powtarzało sam układ był zrobiony na przysłowiową podkowę. Ale nie będę się nad tym rozwodził, nie nie przyjechałem tam na targi tylko na bieg do którego nie mogę się przyczepić :)
Po odbiorze pakietu była możliwość zrobienia sobie fotki z wielkim medalem który był postawiony przed wejściem, oczywiście skorzystałem he he.
Mieliśmy jeszcze chwilkę dla siebie po czym pojechaliśmy rozlokować się w hotelu a następnie wyskoczyliśmy do miasta a z racji tego, że do Pałacu Kultury mieliśmy ok 2km poszliśmy tam spacerkiem i weszliśmy do pobliskiej knajpki na uzupełnienie płynów i kolację :)
Niektórzy zostali jeszcze, żeby sobie posiedzieć i pogadać, ja z racji tego że byłem po dyżurze poszedłem szybciej spać ;)


Wstań i walcz...

 

Godzina 6:00 zaczyna odzywać się budzić, wstaję i nie wiem za co mam się zabrać he he nastał lekki stresik i uświadomiłem sobie, że nogi mam jak z waty. Zjadłem śniadanko napiłem się kawy i czas było się zbierać, z racji tego, że postanowiliśmy przejść się na start żeby nie pchać się autami musieliśmy wyjść szybciej. Po drodze widać było, że szykujemy się do czegoś wielkiego każdy chciał zrealizować swój cel z jakim tu przyjechał i na tym się skupiał, ja miałem cel nowa życiówka, i to miałem zakodowane, nie zacząć za szybko i nie analizować całego biegu po prostu biec, niby takie proste ale wcale tak nie jest zwłaszcza na dłuższych dystansach ;)
Gdy doszliśmy na start mieliśmy jeszcze chwilę, żeby spotkać się ze znajomymi i wymienić cenne uwagi przed startem, pozdrawiam tutaj szczególności mojego biegowego kolegę Rafała z którym znam się już od dłuższego czasu dodatkowo Pawła który był na biegu GKM ;)
I wielu innych którzy przychodzili przybijali pionę i życzyli powodzenia, niestety przepraszam Was, że nie zapamiętałem wszystkich z imienia a wiem, że śledzicie moje wypociny na blogu jak i profilu Abc Biegacza. Fajnie było też spotkać osoby z Pszczółkowski Team na czele z moim trenerem który dał jeszcze cenne wskazówki przed startem. Była to też okazja, żeby spotkać się tak dużą grupą i poznać się na żywo a nie tylko przez kabel komputera ;)
Po miłych rozmowach czas było się skoncentrować i skupić się na rozgrzewce bo czasu było coraz miej do wystrzału startera.

3,2,1 START !!!

 

Teraz już nie było odwrotu, ruszyliśmy powiem szczerze, że bałem się troszkę samego startu bo było dość ciasno ale, no właśnie zawsze mam o to pretensje ale nie tym razem brawo biegacze!!! Większość z Was zajęła odpowiednie miejsce i nikt nikogo nie blokował :) super uczucie :)
Może nie będę opisywał każdego kilometra bo by to był bardzo długi wpis he he. Postaram wybrać się kilka aspektów i je opisać.
Jeśli chodzi o trasę naprawdę zalicza się do szybkich, większość drogi po płaskim może z jakimś delikatnymi wzniesieniami które nie były czasami nawet odczuwalne, pod koniec były dwa większe podbiegi zwłaszcza ten na 38 km okazał się kluczowy w rozwoju dalszych sytuacji ale o tym za chwilę. Co do trasy to była też dobrze oznaczona, a punkty nawadniania i odżywiania działały dobrze więc każdy mógł się załapać na wodę, izotonika, kostki cukru, owoce itp itd były też żele które mi osobiście nie podpasowały (podkreślam mi nie podpasowały, działać działały ale były jak dla mnie za gęste i za słodkie, ale to kwestia gustu). Pierwsza 10-tka zleciała mi bardzo szybko i wręcz za szybko po śrenia prędkość wynosiłą ok 4:13/km wiedziałęm, że albo zaryzykuję i będę starał się trzymać troszkę wolniejsze tempo tak żeby wycelować w wynik poniżej 3:10 albo zwalniam i biegnę na 3:10.
Po 15 kilometrze wyprzedziłęm Pana z balonikiem na którym widniał napis 3:00 !!! Wtedy sobie pomyślałęm pod nosem ale ze mnie świr i dekiel co ja robię he he pewnie zaraz spuchne, ale z drugiej strony głos w głowie mówił mi walcz i walczyłem dalej...
Co mnie zdziwiło noga dobrze się kręciła wydolność była więc biegło się przyjemnie, dodatkowo energii dodawali ludzie którzy pozdrawiali mnie na trasie oraz grupki muzyczne które napędzały swoją muzyką.
Połowę trasy pokonałem poniżej 1:30 co dodatkowo motywowało i nakręcało, zaraz za półmetkiem zjadłem żel który udało mi się zakupić na expo doładowałem się kostkami cukru które jakiś czas wcześńiej rozdawali i poleciałem dale w drogę... teraz już z górki już bliżej jak dalej, zastanawiałem się kiedy coś pójdzie nie tak, czy będzie kryzys czy nie, i sam się złapałem na tym, że zamiast biegu skupiam się na myśleniu co od razu było widać na tempie biegu nieświadomie zwolniłem dobrze że szybko się ogarnełem i przyspieszyłem do 4:16/km.
Po 30 kilometrze szykowałem się psychicznie do podbiegu dlatego kilka kilometrów szybciej przyspieszyłem, bo nie ukrywam wiedziałem, że na podbiegu zwolnię, nie potrafię jeszcze trzymać równego tempa nie zważając na ukształktowanie terenu i stopień przewyższenia ;) Jednak mozolne treningi z podbiegami przyniosły efekt gdyż udało mi się na podbiegu wyprzedzić dość sporo osób :) Po podbiegu trzeba było uspokoić puls i lecieć dalej, wsunełęm ostatni żel jaki miałęm przy pasie planowałem go zjeść szybciej ale nie mogłem go wyjąć z pasa he he komicznie to wyglądało jak szarpałem się z pasem ;p W końcu się udało i naładowany świeżą dawką paliwa zacząłem ostatnie 10 km biegu. Cały czas czułem się dobrze nic mi nie dolegało noga się kręciła oddech wyrównany i spokony dobra muzyka w słuchawkach nadawała tempo i rytm biegu. I nagle wiedziałę, że zaraz nastąpi gorsza część czyli kolejny podbig który był jakoś na wysokości 38 kilometra też był już troszkę cięższy do pokonania ale ciesze się, że udało mi się go pokonać z prędkością w granicach 4:40/km na gorze z racji pokonanego już dystansu wyrównanie tętna i złapanie równego oddechu zajeło mi troszkę więcej czasu niż pry pierwszym podejściu ale w końcu się udało.
Po wyrównaniu oddechu patrzę na zegarek i co widzę że jak troszkę podkręce tempo uda mi się złamać 3 godziny !!! i to nawet coś w granicach 2:58 więc zerwałem się do przodu ;/ i dosłownie czułem się jak zerwałęm ale dokładnie coś w lewym udzie ;(
Załamka i z pięknego filmu łamania 3h stała się klejna walka ukończyć i za dużo nie stracić. Zatrzymałem się na chwilkę rozmasowałem nogę puściło więc dalej ogień :) chyba jednak nie do końca było ok ;/ 42 kilometr przebiegłem w tempie 5:20/km ale powiedziałem sobie, że się nie poddam i nawet się doczołgam do mety :)
Ostanie 200 metrów prowadził mnie mój kolega z klubu Kacper dodał siły w kilu męskich słowach tak że znacząco przyspieszyłem szkoda, że nie było do na tym 41-42 kilometrze bo wtedy by mogło się to potoczyć całkiem inaczej, ale nie ma co gdybać.Ostatecznie maraton ukończyłem ze średnią biegu 4:18/km co pozwoiło wykręcić czas 3:02:04 (poprawiony rekord o 28min03s). Na mecie co nie tylko mnie zdziwiło nie byłem jakiś mega zmęczony i gdyby nie spięty mięsień mógłbym biec dalej i szybciej bo to mnie blokowało nie żadna ściana czy zła wydolność, do tego biegu Paweł (mój trener) dobrze mnie przygotował i gdyby nie pech i przygoda z nogą 3h były by złamane, ale i tak jestem mega szczęśliwy :)
Po przekroczeniu linni mety ze łzami w oczach (łzy szczęścia) udałem się na obecany posiłek i browarka bo na to miałem ogromną ochotę he he, jednak po drodze zobaczyłem, że są wolne miejsca w namiocie z masażami więc z chęcią do niego wstąpiłem. Chiałbym podziękować Panu który podją się próby rozmasowania mojego uda, powiem szczerze, że pierwszy raz mnie tak bolało podczas masażu, nawet Pan który masował powiedział, że dawno nie widział tak spientego mięśnia i ciężko było go rozluźnić ;/ jednak po ok 25 min starań stał się cud mięsień się rozluźnił i chumor wrócił, bo obawiałem się, że to coś bardziej poważniejszego. Otrzymałem cenne wskazówki jak rozmsowywać noge oraz został polecony i automasaż na wałku ;p Akurat w tym przypadku wiedziałem, że nie podaruje nodze za tą akcję i po powrocie do domu (na drugi dzień) "skatowałem" nogi na wałęczku  marki Physioroll ale warto było, bo tydzień po maratonie dzięki ćwiczeniom z wałkiem i dwoma miejszymi pomocnikami (które obecnie testuję)  w połączeniu z kąpielą magnezową od firmy MRS SYSTEM mogłem stanąć na lini startu kolejnego biegu tym razem na 10 km w którym złamanie 40 min było tylko formalnością ;) Ale o tym w innym wpisie ;p
Chciałbym też zrobić ukłon w stronę dietetyków którzy przygotowli mi zbilansowaną dietę taką która dawała mi energię nie obciążała żołądka i dodatkow pozwoliła zjechać na wadze tak że w dniu staru wynosiła 72 kg :)
Dlatego polecam produkt TRIZER gdyż poza odżywką którą otrzymacie dostajecie miesięczną dietę (o niej też będzie jeszcze mówione ale już w innym miejscu).
Na koniec zostawiłem sobie dwie najważniejsze osoby którym chciałbym zadedykować ten bieg, osoby które kocham są to moje najwierniejsze fanki ;)
Żonie która wielokrotnie dodawała mi otuchy i akceptowała moje treningi pomagałą w posiłkach itp itd. Drugą osobą jest moja córeczka :)
A tak pwstaje nowa świecka tradycja ;p po biegu (mowa o półmaratonie i maratonie) trzeba było zjeść kebsa ;p he he taka mała odskocznia od diety ;p
Ale muszę przyznać, że dawno nie jadłem tak dobrego... hmm w sumie dawno żadnego nie jadłem może dla tego ten wydał się taki wyjątkowy :)
Powrotu do domu nie będę opisywał i to wcale nie dla tego że był ostry melanż bo niby tak sobie powtarzałem, że po maratonie opije się piwskiem, jednak wolałem trzymać formę żebys potkać się i porozmawiać z żoną i ucałować córeczkę ;) W domu odrobiłem ;p
A teraz ostro do pracy bo ten wspaniały bieg przeszedł do historii ;)
Więc walczyć trenować i czerpać z tego radość. 













poniedziałek, 19 września 2016

II Bieg GKM Łączy Pokolenia 17.09.2016

Kilka słów o biegu, oczyma organizatora...

 

Druga edycja cieszącego się niezwykłą popularnością biegu GKM Łączy Pokolenia!
GKM Grudziądz S.A. włącza się do projektu "Europejski Tydzień Sportu"! Z tej okazji nasz klub organizuje drugą edycję Biegu GKM Łączy Pokolenia. Ta odbędzie się już 17 września o godzinie 12:00!
Pierwsza z imprez rozegrana w marcu 2015 roku zakończyła się sukcesem. Teraz organizujemy ją w ramach projektu "Europejski Tydzień Sportu 2016", który będzie trwać w dniach 10-17 września. Jego ambasadorami są takie gwiazdy polskiego sportu jak m.in. Zofia Klepacka, Jerzy Janowicz, Oktawia Nowacka, Czesław Lang, Marta Domachowska, Maciej Lepiato, Justyna Kozdryk oraz Artur Siódmiak. Ta ogólnoeuropejska kampania realizowana pod hasłem #BeActive (Bądź Aktywny) ma zachęcić do aktywnego trybu życia w ciągu obchodów tygodnia oraz przez cały rok. Impreza jest organizowana pod auspicjami Ministerstwa Sportu, a cały projekt ETS współfinansowany w ramach programu Unii Europejskiej Erasmus+.
Areną będzie oczywiście H4 i grudziądzki Park Miejski. 5-kilometrowa trasa biegu rozpoczyna się i kończy na torze żużlowym, a uczestnicy wyruszą do boju spod maszyny startowej. Już wkrótce ruszą zapisy, jednak ilość miejsc będzie w nich ograniczona, gdyż zarejestrować do biegu będzie mogło się pierwszych 200 osób. Będą one musiały uiścić opłatę w wysokości 10 złotych, która w całości zostanie przeznaczona na pokrycie kosztów organizacji. Na wszystkich zarejestrowanych uczestników biegu na mecie czekać będą pamiątkowe medale oraz zestaw atrakcyjnych gadżetów, z kolei najlepsza trójka stanie na podium i otrzyma nagrody specjalne.

Pozostali zainteresowani także będą mogli wziąć udział w biegu. Nie zabraknie w nim także przedstawicieli MRGARDEN GKM - zawodników oraz działaczy na czele z Krzysztofem Buczkowskim i trenerem Robertem Kempińskim. Będzie więc to doskonała okazja do integracji z grudziądzkim środowiskiem żużlowym i wspólnym pożegnaniem z jakże udanym sezonem 2016.


 

Skąd pomysł na ten bieg ?!

 

Może na samym początku powiem, że sam nie wiem dlaczego ale bardzo chciałem pobiec w pierwszej edycji niestety nie udało się zgrać grafiku ;/ Jak dowiedziałem się o II edycji he he też śmieszna sytuacja bo na dyżurze ;p W przerwie obiadowej przeglądałem lokalną prasę w której natrafiłem na informację o organizowanym biegu, szybka analiza grafiku okazało się, że mam wolne :) Może nie był to dogodny termin bo akurat schodziłem z dobowego dyżuru ale co tam ;p to że po treningach biegam to już chyba wszystkich do tego przyzwyczaiłem, że zdarzyło mi się pojechać na zawody to już rzadziej ale miało tak miejsce z biegiem w Żninie ;p
Sama impreza była dość kameralna biegaczy było około 200, mimo to podszedłem do tego jak do każdych innych zawodów czyli nie patrzeć na innych skupić się na sobie, wykonać założony cel i wrócić do domu :) Co w pełni udało się zrealizować nawet mile się zaskoczyłem ;) 

Kilka zdań o imprezie... 


Jak to wszystko wyglądało w praktyce? czyli kwestie organizacyjne, trasa, oraz atmosfera podczas imprezy.

Powiem szczerze, że jestem mile zaskoczony zorganizowaniem tej imprezy, troszkę irytuje mnie jak ktoś potrafi tylko krytykować, i widzieć same negatywy pomijając pozytywy. Może ktoś potrafi tylko brać a nie dawać?! Ale to nie o tym ma być ten post... Chciałem tylko o tym napomknąć, bo sam bardzo często się na tym łapię na szczęście o tym coraz częściej mogę mówić w czasie przeszłym.
Wracając do kwestii organizacyjnej, chciałbym tylko podkreślić, że uczestnictwo w biegu było możliwe po opłaceniu tzw wpisowego które wynosiło... UWAGA TYLKO 10zł !!! mimo niskiej ceny bieg był zorganizowany lepiej jak nie jedna droższa impreza ;)
     Wydawanie pakietów szło sprawnie i przyjemnie, nie było problemów ze znalezieniem biura zawodów. Po odebraniu pakietu wyskoczyłem na krótką rozgrzewkę po pobliskim parku. 
Po rozgrzewce udałem się na tor żużlowy z którego był start, powiem szczerze, że byłem pierwszy raz na stadionie żużlowym a tym bardziej na torze, może dlatego też zależało mi na tym aby pobiec w tym biegu. Bardzo fajnym pomysłem było ruszanie z pod tak zwanej taśmy. Na godzinę 12 zaplanowany był start, w pewnym momencie usłyszeliśmy odliczanie 3,2,1 Start!!! Taśma poszła w górę adrenalina zresztą też i ruszyliśmy, cel jaki sobie postawiłem to przebiec dystans poniżej 20min, dlaczego nie szybciej? bo to i tak było szybko he he zwłaszcza, że tydz po biegu zaplanowany jest start w maratonie nie chciałem się forsować, dodatkowo trasa była w niektórych miejscach hmm nie sprzyjająca na bicie rekordów, poza tym nie każdy bieg musi kończyć się życiówką (powoli do tego dorastam). Założenie się udało, choć przez chwilę się wystraszyłem he he na samym starcie zjawisko bardzo dobrze znany po podniesieniu taśmy i starcie byłem chyba z 20 no może 15 po wybiegnięciu ze stadionu byłem już 10 ;) myślę sobie kurcze jaka mocna czołówka, nie przyspieszałem tylko biegłem swoje czyli poniżej 4:00/km po niecałym kilometrze wyklarowała się czołówka i tak już z każdym kolejnym kilometrem oddalaliśmy się od całego peletonu. Bieg minął szybko i przyjemnie :) 
Razem z biegaczami z miejsca 1 i 3 troszkę nadrobiliśmy trasy bo zostaliśmy źle pokierowani i dodatkowo zrobiliśmy jeszcze kółko na około stadionu stąd prawie 500metró więcej ;/ Mimo to utrzymaliśmy swoje pozycje i wbiegliśmy na metę z dość sporą przewagą nad innymi biegaczami ;) 
Na mecie każdy z uczestników otrzymał pamiątkowy medal oraz imienny dyplom wypisywany przez zawodników GKM-u.
Dodatkowo na mecie była rozdawana woda która bardzo się przydała w ten słoneczny dzień. 
Co mogę powiedzieć w ramach podsumowania? Mi osobiście bieg się podobał i pewnie na kolejną imprezę też przyjadę jak będę miał wolne, co bym zmienił w biegu? Może podniósł bym cenę biegu dołożył coś do pakietu startowego, fajna była by też koszulka okolicznościowa w ramach pamiątki. szkoda, że nie było pucharów dla zdobywców 1-3 pewnie tak piszę bo stanąłem na pudle, pewnie tak ale fajnie by było owy puchar zdobyć miła pamiątka ;p Poza tym bieg z zabezpieczeniem medycznym, fotografami oraz dość sporą liczbą kibiców... Wszystko zamykało się w jedną fajną całość. Moim zdaniem kolejna edycja na pewno będzie bardziej dopracowana zwłaszcza jeśli chodzi o oznakowanie trasy bo powiem szczerze, że na ścieżkach w parku szło się zakręcić ;p 

Ps. Podziękowania dla chłopaków z pudła dzięki za cenną wymianę uwag i miłą rozmowę oraz wspólny bieg :)

niedziela, 11 września 2016

3 stary 1 podium i 2 życiówki... A to wszystko w 2 tygodnie :x

Kilka zdań zamiast wstępu...

Na początku chciałbym przeprosić, za moją bierną postawę jeśli chodzi o umieszczanie postów na bloga, zdaję sobie sprawę, że tłumaczenia tego faktem większej koncentracji na profilu Abc Biegacza (Facebook) to kiepski powód. Więc może spróbuję wytłumaczyć się tym, że to był dla mnie bardzo zwariowany czas który można sprowadzić do kilku elementów które były powtarzane na okrągło PRACA-DOM-RODZINA-TRENING. Dodatkowo wiadomo jak to w wakacje okres urlopowy, ja co prawda nie miałem urlopu bo wykorzystałem go zaraz po urodzeniu swoje córeczki, ale chciałem być fer wobec kolegów i koleżanek z pracy i można powiedzieć, że tych dyżurów troszkę się skumulowało w małym odstępie czasowym, na szczęście powoli wraca wszystko na właściwe tory i tak jak to bywa z serialami i innymi programami w TV - powracają z nowymi emocjami mam nadzieję, że i tak będzie z blogiem, mam w planach kilka zmian które znacznie ułatwią poruszanie się po blogu ale to nie o tym teraz, przejdźmy może do sedna a mianowicie trzech starów które wniosły do mojego świata biegowego wiele, co konkretnie?! Przełamanie! i wiarę we własne możliwości :)



I BIEG PRZEŁAJOWY O PUCHAR WÓJTA GMINY SADLINKI 20.08.2016

Z tym biegiem była wielka niewiadoma tzn do ostatniej chwili nie wiedziałem, że w nim wystartuje ;p Przeważyło o tym fakt, że bieg został zorganizowany przez klub w którym obecnie biegam i na chwilę obecną żadnej zmiany nie przewiduję (to tak dla ciekawskich ;p). Jak to się stało, że nie wiedziałem o biegu organizowanym rzez mój klub? tak jak wcześniej pisałem był to okres w którym miałem większą ilość dyżurów i nie ogarniałem innych spraw he he.
Później myślałem, że będą to tylko biegi dla dzieci, jednak praktycznie na ostatnią chwilę udało mi się zapisać, gdyż miejsc było tylko 100 a lista zawodników uzupełniła się bardzo szybko.
Co to był za bieg? Powiem, że sama organizacja przebiegła bardzo dobrze jak na pierwszy raz oczywiście chciałbym wypowiedzieć się obiektywnie mimo jako członek klubu Traktor Team Gmina Kwidzyn przez który bieg był organizowany. Według mnie zacznę może od minusów bo jest ich miej ;p Na przyszłość będziemy wiedzieć o rozstawieniu śmietników na całym terenie przebywania przez biegaczy bo z tym był problem zwłaszcza po zjedzonym posiłku regeneracyjnym, oraz o lepszym nagłośnieniu podczas imprezy, wiadomo każdy widział coś innego mi tylko to rzuciło się w oczy. Co do plusów widzianych moimi oczyma, to przede wszystkim jednym wielkim plusem była (jest) Pani Kasia prezes klubu Traktor która włożyła sporo nerwów i serce aby bieg wyglądał tak jak wyglądała, kolejny plus to dla wiceprezesa Tomka za świetne komentowanie imprezy (ma do tego talent chłopak), jak już jesteśmy przy organizatorach to wszyscy zasługują na pochwałę.
Jeśli chodzi o trasę to może wielu z uczestników się zdziwiło, że bieg na 5km miał 5km może ktoś pomyśli masło maślane ale sami wiecie jak to jest z kilometrażem na trasie jednak tutaj bardzo dokładnie czuwał nad tym Piotr który wymierzył trasę zarówno na zegarku Polar porównał z Garminem oraz opierając się na Endomono. Co pozwoliło osiągnąć minimalną różnicę w dystansie mi na mecie wyszło 5km 40 metrów więc szacun :)
Co do tras to start był uplasował się w szkole w Sadlinkach i również tam była meta. Trasa wiodła przez leśne utwardzane drogi ale nie zabrakło na niej też kocich łbów (czy jak to się mówi ;p chodzi o kostkę) a także małego odcinak po asfalcie. Osoby które biegły mogą potwierdzić (i pewnie wielu osób to zmyliło), że mimo dróg płaskich jak stół w okolicach Sadlinek w tym przypadku pierwsze 2,5 kilometra to podbieg a ostatnie 300m podbiegu dało ostro we znaki na szczęście na szczycie góry był nawrót który pozwolił się na nowo rozpędzić :)  Czas z jakim przekroczyłem metę to 19:11 co pozwoliło mi to zająć 6 miejsce w kat. open oraz 1 w kat.M30 :) :) :)
Bieg uważam do bardzo udanych wiem, że za rok jak będzie taka możliwość to też w nim pobiegnę i ponad 2km podbieg mnie nie odstrasza ;) Fajna kameralna impreza którą warto dopisać do własnej listy ulubionych biegów ;) Może za rok Pani Wójtowa zezwoli na większą ilość osób było by super. Zapomniałem napisać najważniejszego bieg był darmowo :) W dodatku po biegu była loteria na której były całkiem sensowne fanty i ich ilość pewnie zagięła by nie jedną większą imprezę ;p



Jak szaleć to na całego dzień po biegu na 5km crossu pojechałem sprawdzić się na asfalcie podczas III DYCHY NAD WISŁĄ 

Dokładnie tak jak w opisie nie ma w tym żartu ;) Naładowany pozytywną energią która płynęła ze zdobycia !miejsca w kat. wiekowej + buzujące endorfiny skierowały mnie do pięknego miasta Tczew. 
W ten dzień z prognoz pogody miało być pochmurnie z przelotnym deszczem czyli idealna pogoda na życiówkę ;) nogi jeszcze troszkę spięte po "wczorajszym starcie" ale endorfiny które pulsowały we krwi dawały zastrzyk energii. Na zawody pojechaliśmy w dość silnym składzie (według mnie mógłbym pokusić się o stwierdzenie że pojechała naprawdę mocna ekipa, oczywiście bez urażania innych ale jak to sami w klubie wiedzą jesteśmy biegowymi świrami) i wiadomo było, że będzie walka do ostatniego metra :) Uwielbiam ten stan zdrowej rywalizacji za co Wam dziękuję, mowa o Leszku i Andrzeju ;) Razem się motywujemy a na poszczególnych zawodach wyprzedzamy się wzajemnie,i to jest w tym sporcie piękne, że nie ma w nas nienawiści złożeczenia czy zazdrości potrafimy cieszyć się z sukcesów kolegów, ale oczywiście w sercu mamy duszę wojownika i każdy z Nas wie, że na następnych zawodach zrobić wszystko byle wyprzedzić tego, przez którego było się wyprzedzonym.
Te zawody zarówno mnie ucieszyły jak i zdołowały ;/ uczucia mieszane ale ciekawe doświadczenie.
Podczas startu oczywiście prognozy pogody się nie sprawdziły i już z chwilą odbierania pakietów zaczął lać deszcz, nie wspominając już o tym, że z chwilą wystrzału startera zaczęło lać jeszcze mocniej, ale sam deszcz nie przeszkadzał mi tyle co "głupie osły" bo inaczej ich nie nazwę, przepraszam za wyrażenie ale to coś co mnie najbardziej denerwuje. Mowa tu o ludziach którzy w życiu nie przebiegli 10km poniżej godziny a ustawiają się na linii startu ;/ masakra pytam po co ?! co im to daje?! chyba jarają się tym, że blokują kogoś kto w tym momencie chciałby sprawdzić się podczas biegu do którego przygotowywał się kilka miesięcy, pamiętam jak ja pojechałem na pierwsze zawody biegałem w granicach 55min ustawiłem się na czas 1h. Nie blokowałem nikogo, nikt nie blokował mnie a dodatkowo nie musiałem na początku narzucać morderczego tempa. Ok bo nie o tym to wpis ;p
Trasa była naprawdę szybka mimo kilku podbiegów i ostrych zakrętów dodatkowo utrudniał deszcz który miejscami z asfaltu robił lodowisko ;/ mimo to moja średnia biegu TERAZ UWAŻAJCIE ;) WYSZŁA 3:47KM/MIN !!!!!!!!!! Masakr jakaś ?! sam w to nie wierzę, szkoda tylko że trasa była skrócona do 9,5km bo była by fajna życiówka ;p Ale powiem Wam, że jak przekraczałem metę i spojrzałem na zegar to aż się wystraszyłem 35:27 grubo ;p


 
Generalna próba przed maratonem czyli... Start w 26 Półmaraton Philips Piła

Skłamał bym jak bym napisał, że pojechałem na ten bieg "na zaliczenie" wiedziałem, że od samego początku poprzeczka będzie zawieszona bardzo wysoko, może dla tego już parę dni szybciej chodziłem z miejsca na miejsce przy czym nie mogłem się skupić, masakra dawno nie miałem takiego stanu zarówno podniecenie i chęć wystartowania mieszała się z każdą chwilą bardziej ze strachem głupimi myślami, że nie dam rady itp itd. Sam sobie zawiesiłem poprzeczkę wysoko, postanowiłem złamać dla wielu biegaczy "magiczną" barierę 1h30min co prawda na treningu udało mi się zrobić czas 1:28:30 ale to po bieżni na stadionie ;p czyli po płaskim he he więc wyjazd do Piły był jedną wielką niewiadomą.
W ponad 200km wyprawę wybrałem się z koleżanką z klubu która podobnie jak ja pojechała walczyć o życiówkę ;) podczas drogi może nie było za dużo rozmów bo chyba za bardzo koncentrowaliśmy się na biegu, mimo to droga przebiegła sprawnie i bezpiecznie.
Gdy dojechaliśmy na miejsce mieliśmy mały problem z zaparkowaniem auta, więc po odbiór pakietów musieliśmy przejść spory kawałek, dodatkowo (jak dla mnie) utrudnieniem był fakt, że biuro zawodów (wydawanie pakietów) i depozyt były w dwóch różnych miejscach, co spowodowało to dłuższym spacerem ;p
Wszystko wyliczyliśmy sobie praktycznie na styk, tak więc po odebraniu pakietów przebraniu się mieliśmy raptem 30 min na przeprowadzeni rozgrzewki i ustawienie się w odpowiedniej strefie startowej. Jeszcze przed startem udało mi się spotkać z dwoma "czytelnikami" fajnie było Was chłopacy w końcu poznać na żywo (gratulacje z biegu bo naprawdę dobre czasy).
I w pewnym momencie słyszę, że zaczynają odliczać do wystrzały ciarki przeszły mi po plecach i prawie się os*ałem ze strachu mówię sobie nie dam rady to za długi dystans ;/ O co chodzi? dzień przed startem rozmawiałem z trenerem który powiedział mi, że mam zacząć spokojnie 4:05/km i tak po pierwszych metrach dotarło do mnie ile to jest tak naprawdę ;p więc nogi zrobiły się jak z waty, żeby za długo nad tym nie myśleć podkręciłem mp3 praktycznie na maxa akurat leciał kawałek (dość stary, ale z mojej młodości) WWO Damy Radę i jakoś napędziło mnie to ;) w mojej głowie włączył się tryb bieganie reszta nie istniała i tak po pierwszym km patrzę na zegarek i załamka ;/ 3:45 myślę sobie no to dupa za szybko zaraz spuchnę ;/ kolejny km znowu w okolicach 3:48/km mówię muszę zwolnić bo to mnie zabije mówię kurcze toć to nie bieg na 10km tylko ponad 20 :p starałem się zwalniać ale nogi leciały jak szalone dodatkowo muza napędzała i tak 10km przekroczyłem z czasem 39min31s wtedy zacząłem się bać i zastanawiać czy dotrzymam takie tempo?! Zawiecha nad tym tym trwała dobre 5km he he i gdy zobaczyłem że przebiegłem 15 km poniżej godziny wiedziałem już, że nie ma co się zastanawiać tylko trzeba to utrzymać walka miała trwać jeszcze 6km więc zacisnąłem zęby co widać na fotce i mówię do to jazda będzie ogień :) I tak było kilometr po kilometrze czułem, że słabnę ;/ co prawda tępo utrzymywało się w granicach 4:00/km ale dopadł mnie jakiś strach, że nie dam rady myśli kumulowały się w głowie i chyba w tym momencie za dużo myślałem, że coś może nie wyjdzie  tak itp itd i wtedy spojrzałem na zegarek 19 km pokonałem z prędkością 4:20/km mówię sobie nie nie ma takiej opcji prędzej padnę jak mam zwolnić i tak się stało 20 km w granicach 4:00/km a ostatnie kilometry do odcinki linię mety przekraczałem w tępię 3:20/km (szoooooooooooooookkk) ale mój kolega Rafał może to potwierdzić, że na mecie jakby ktoś zapytał się jak mam na imię pewnie bym
mu nie odpowiedział ;p
Czy warto było biec do przysłowiowej odcinki?! Sami oceńcie ;p Czas na mecie 1h24min59s Ogień :)
Powiem szczerze, że nawet mi się to nie marzyło żeby przebiec połówkę w takim czasie, dodatkowo cieszy mnie bardziej fakt, że wynik zrobiłem na trasie atestowanej czyli od tego dnia taki oto wynik wpisuję w swoje biegowe CV ;)
Podjarany tym faktem z upragnieniem czekam na swój drugi maraton po raz kolejny w Warszawie cel ?! poprawić swoją życiówkę która wynosi 3:30:07 jak nic się nie wydarzy to czysta formalność, ale nie zapominajcie, że maraton rządzi się własnymi prawami ;)
Ps. Chciałbym podziękować Wszystkim tym, którzy podczas biegu przybili pionę oraz na mecie rozmawiałem z wieloma biegaczami którzy śledzą moje wypociny ;) Jeszcze raz dzięi za miłe słowa cenne uwagi i do zobaczenia na kolejnych zawodach ;)